2009-07-28 21:26:59 >> Kwartalik...
Nie było necika, bo drzewka przysłoniły nadajnik, więc nie pisałem, ale teraz jest i możnanadrobić skromnie zaległości. Trzy miesiące minęły, trochę się wydarzyłociekawych rzeczy… :)
A więc pod początku… W maju krótki wypad do Wilna zdzieciakami. Były grzeczniejsze niż rok temu i niektóre –nawet wyładniały… Coprawda trudno tu mówić o dzieciakach, bo niektóre były starsze od naszegonajmłodszego dziecka… Wilno wyobrażałem sobie trochę inaczej, myślałem żebędzie to miasta przypominające Warszawę, ale bardziej przypominało mi tu mojerodzinne miasteczko. Najbardziej mnie zaskoczyła gościnność tamtejszych ludzi,i to nie tylko z tego powodu, że co chwilę wznosili toasty za zdrowie gości.Oni autentycznie się cieszyli, że mogą nas gościć. Staropolską gościnność dotej pory znałem wcześniej tylko z Pana Tadeusza i nawet nie przypuszczałbym, żekiedyś ją poznam na własnej skórze (i na własnym gardle). I zdanie które minajbardziej utkwiło w pamięci, jak pan Franciszek zapytany jak się im żyje naemigracji, z pewnym oburzeniem odpowiedział, że oni nigdzie nie emigrowali, żeto Polska ich zostawiła… I modlitwa nad grobem matki Marszałka… jakoś takdziwnie… na chwilę obudził się we mnie patriotyzm…
W sumie zapomniałem o najważniejszym… Mieliśmy mszę w kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej - tak,to dzięki Niej musieliśmy w II klasieliceum czytać Mickiewicza – ale do czegozmierzam… przechodzimy pod jakąś bramą, potem wchodzimy przez małe drzwiczki…idziemy po kilkudziesięciu schodkach do góry i ksiądz każe nam wejść do jakiejśpoczekalni po prawej stronie… Pomieszczenie było mniejsze od mojego dużegopokoju… No więc weszliśmy i grzecznie czekam jak nas wpuszczą do Kaplicy przedcudowny obraz… Jak się później okazało – nie doczekałem się, gdyż na mszęczekaliśmy właśnie w tej Kaplicy… A namszy miły akcencik, msza była w intencji mojej siostry i… Marcina, którzyspodziewają się dziecka… tak więc Marcinek został tatusiem, o czym mowa wnastępnym akapicie…
Cztery dni odpoczynku i powrót w rodzinne strony. Siostrzyczcezbliżał się termin i byłem już lekko podenerwowany, w końcu miałem pierwszy razw życiu zostać prawdziwym wujkiem. Oczywiście, aby się nie denerwować w trakcieporodu, kazałem wszystkim, aby mnie poinformowali dopiero jak będzie już powszystkim:) i tak pewnego dnia klikałem z jej mężem – prawie informatykiem – nagg o częściach do mojego komputera. Odpowiadał strasznie dziwnie, tak jakby niepotrafił odróżnić pamięci od procesora, tudzież od obudowy. Dwie godzinypóźniej dzwoni do mnie, że siostrzyczka urodziła, oczywiście wyśmiałem go , bodo terminu rozwiązania był jeszcze tydzień. Za chwilę zadzwoniła siostra itakim zmęczonym głosikiem powiedziała, że zostałem wujkiem… Wspaniałe uczucie:)A co do maleństwa, to było strasznie brzydkie, mimo że wszyscy mówili jaki toon jest piękny:) Z innej beczki, to moja siostra decydując się na wybórchrzestnego nie patrzyła się na zasobność portfela i na szczęście tenzaszczytny obowiązek spadnie na kogoś innego:)
Dwa tygodnie później urodzinki. Jakoś przeżyłem, jak miałem3-4 latka osoby w moim obecnym wieku uważałem za strasznie stare… masakra…
W czerwcu krótki wypad w Góry Sowie, zwiedzanie niedoszłychkwater Hitlera i kilku innym ciekawych rzeczy razem z moimi znajomymi zestudiów. Poprzednie wypady wychodziły wspaniale, teraz wszystko popsuły dwiedziewuchy, tak więc za rok jedziemy sami. No może jedną parę weźmiemy, boMarcin ich lubi… Na jednym z zamków ciekawa historyjka. Zapłaciliśmy 9 zeta zamożliwość filmowania na trasie dotyczącej II wojny światowej, po czym przewodniczkaIrena – w wieku pamiętającym czasy o którym nas oprowadzała - zabrania namfilmować, twierdząc, że kamera służy do robienia zdjęć , a nie nagrywania głosu…Po powrocie zrobiłem niezłą aferę na zamku – przepraszali mnie chyba wszyscy,którzy tam pracują… No i mam bezpłatny parking i zwiedzanie następnym razem –oczywiście mam nadzieję, że pani Irena jeszcze tam będzie pracowała… bo jakzwiedzanie to tylko z nią… Może dzięki temu będę mógł zamek jeszcze kilka razyzwiedzić…
Przed nami urlopik, w sumie nawet dwa… Na początku wrześniajedziemy na Pomorze, a pod koniec września prawdopodobnie znowu wrócimy na DolnyŚląsk… Czas też się zabrać za kondycję… Osoby które nigdy po górach nie łaziłyzaczęły górskie wędrówki (brawa dla tegopana, który dwa razy wyjechał kolejką na Kasprowy!!), a my siedzimy na dupiecały czas… Tylko gdzie tu iść, skoro wszędzie się było…
Od soboty miesiąc trzeźwości… Zaczynam się bać… szykuje sięparę imprez, w tym wesele kuzynki Marcina, na które chyba idziemy razem… Coprawda oficjalnie mam iść z jego siostrą, ale i tak wszyscy wiedzą jaknaprawdę:)
Dzisiaj sylwester. Podatkowy. Po 4 miesiącach harówy czeka nas 8 miesięcy względnego luzu:) Długi weekend w tym roku u mnie będzie nietypowy. Zaczynam go de facto w poniedziałek. Cel też nietypowy – Wilno. Maj zresztą szykuje się bardzo wycieczkowy – w drugiej połowie miesiąca Bratysława i Wiedeń, a pod koniec prawdopodobnie jakieś niewielkie górki na weekend. Zresztą nie tylko wycieczki sprawią, że maj będzie wyjątkowy – moja siostrzyczka spodziewa się rozwiązania, tak więc lada dzień zostanę wujkiem. Po raz pierwszy takim prawdziwym, bo na dobrą sprawę, wujkiem byłem zanim się urodziłem – moja kuzynka miała dzieci przed moim przyjściem na świat. Mam nadzieję, że moja siostra przy wyborze chrzestnego nie będzie się kierowała kasą i wybierze sobie brata swojego męża. Wtedy ja będę szczęśliwy, bo oprócz mniejszych wydatków przez całe życie, będę także miał okazję pobiegać sobie z kamerką po kościele w trakcie chrztu. Inaczej biedne dziecko nie miałoby fajnego filmu z chrztu. Brat jej męża co prawda umie kamerę obsługiwać, ba.. nawet ma taką samą jak ja, ale filmy to robi w stylu lat 80-tych.
Dziewucha wspólnika znalazła sobie pracę! I to sama! Zdolna dziewczynka. Ale że widocznie nie udźwignie zbyt dużo sukcesow na raz , to obowiązki związane z umawianiem jej do kosmetyczki scedowała na mojego wspólnika. No i teraz co dwa dni ma od niej telefon, w którym ona go prosi żeby zadzwonił do pani kosmetyczki, on dzwoni i umawia ją na „paznokcie w nogach”, a potem do niej oddzwania… Jak tego słucham zaczynam się cieszyć, że mnie takie problemy nigdy nie będą dotyczyły :)
Kobiecie z pewnego urzędu miasta nie spodobało się, że jedna firma ma zbyt dużo różnych rodzajów działalności i kazała wpisać maximum pięć. Uznała że jednoosobowa działalność to działalność wykonywana przez jedną osobę… Wszystko mógłbym zrozumieć, gdyby nie to, że była kierowniczką w urzędzie:) Zacząłem jej tłumaczyć wszystko od podstaw i nagle usłyszałem: „niech pan nie robi ze mnie głupszej niż jestem”… odpowiedziałem: „przez grzeczność nie zaprzeczę…”
Jutro jeden kumpel z liceum ma ślub. Nie lubiałem go, więc mam nadzieję, że będzie padało, ostatnio straszne upały są, więc niech się goście trochę orzeźwią. On też – jak mój wspólnik - ma super dziewuchę. Zdradzała go na lewo i prawo, a on z dumą opowiadał, jak ją łapał na kolejnych kłamstwach. Pewnie teraz myśli, że po ślubie nie będzie… hehe… Ale najzabawniejsze jest to, że w zeszłym roku wzięli ślub cywilny, żeby się w tym roku wspólnie rozliczyć… nie wiedziali, że pierwszy próg wzrosł prawie dwa razy od nowego roku:)
A za miesiąc… hmmm… jak to niektórzy mawiają… rowerowa emerytura… i coroczne „obchody majowe” :)
Zima się skończyła. Mam nadzieję, że nie tylko kalendarzowa.Pogoda ostatnio powodowała, że non stop chodziłem lekko wkurwiony. No ale cóż –w marcu jak w garncu. Może kwiecień będzie lepszy, chociaż.. . kwiecieńplecień..
Wizyta u mojej kochanej pani notariusz została przełożona nabliżej nieokreślony czas, ale i tak kontakt z nią jest. Jeden klient podpisywału niej akt notarialny, chciała skasować go o 50% drożej niż się umawiała. Gdyten zaprotestował biedna kobieta wpadła w furię i akt potargała i kazała iść dowspólniczki, aby ta go podpisała. Skończyło się dobrze i co mnie bardzoucieszyło, znowu kobieta narobiła kilku błędów. I dowiedziałem się, że jest cośtakiego jak spółka cywilna w organizacji. Człowiek jednak uczy się całe życie…
Maleństwo – chyba przestanę go tak nazywać – robi remoncik wdomku. Kupiło sobie nawet nowe mebelki. Cztery lata temu jak ja kupowałemswoje, to prawie się nie pokłóciliśmy, bo te co sobie wybrałem mu się nie podobały,ale jakoś postawiłem na swoim i kupiłem. Oczywiście się nasłuchałem, żepowinienem kupić coś nowocześniejszego, a nie coś, co przypomina antyki. No ijakie mebelki kupił Marcinek? Do momentu aż ich nie zobaczyłem nie wierzyłem.Kupił dokładnie takie same jak moje. Biurko, szafa i szafka pod TV. Zaczynamsię u niego czuć jak u siebie w mieszkaniu.
Dziewczynę wspólnika zwolnili z roboty. Nie wiem czemu, alejak się na nią patrzę, zaczynam się robić heterofobem. Wspólnik dzwoni powszystkich klientach i się pyta, czy dla jego dziewczynki nie będzie jakiejśpracy. A mnie szlag trafia. Mam nadzieję, ze nikt głupi się nie znajdzie, żebyją zatrudnić, bo nie chcę potem oczami świecić jak spod kilogramów farb nałożonychna jej ciałko, wyjdzie fakt, iż dziewucha nic a nic nie potrafi. Nawet pisma w Wordzienapisać, o wysłaniu maila nie nawet nie wspominam. No ale czy kobieta, którazarabiając 1200 zł wydaje miesięcznie 1500 zł na ubrania i kosmetyki, może cośpotrafić?? Fakt iż ma w szafie 80 torebek wydaje się mało istotny.
Za dwa dni miną cztery latka, odkąd pierwszy raz zobaczyłemMaleństwo. Pierwsza kadencja za nami. Rocznica – tradycyjnie w zielonym barze wjednej z niedalekich miejscowości:)
Wizyta w sądzie zaliczona. Nie obyło się bez przygód. Udało mi się pięknie przejść przez bramkę do wykrywania metali, oczywiście musiałem wszystko powyjmować z kieszeni, plecak mi dokładnie przeszukali, znalazłem nawet tygodniową drożdżówkę, dobrze że nie oskarżyli mnie o rozsiewanie zagrożenia biologicznego. Zacząłem spokojnie szukać Sali nr 15, bo takowa była na wezwaniu. Portier, a właściwie strażnik zrobił wielkie oczy jak usłyszał numer. Okazało się, że pomyliłem sądy. Na szczeście są niedaleko siebie. Zdążyłem. Ogólne wrażenie jest takie, że polska rozprawa bardziej przypomina Anna Marię Wesołowską niż sceny z amerykańskich filmów. Wszystko obyło się dość szybko, po godzinie sprawa się skończyła. Zaskoczył mnie tylko aplikanta reprezentującego stronę, na korzyść której miałem zeznawać. Chłopak dość interesujący, aczkolwiek niezbyt śliczny, ale coś w sobie miał… Nawet mi się spodobał. Podobno był najmądrzejszym studentem na roku. Pytania zadawał bardzo inteligentnie, widać chciał się popisać przed sądem, niestety zapomniał w tym wszystkim, że powinien ode mnie wydobyć jak najwięcej istotnych informacji, a nie skupiać się na rzeczach nie mających nic wspólnego ze sprawą. Tak z ciekawostek, złożyłem wniosek o zwrot utraconych zarobków i koszt przejazdu do sądu, jestem ciekawy jak go rozpatrzą:)
U wspaniałej dziewczyny mojego wspólnika stała się ogromna tragedia. Pewnego dnia dzwoniła kilka razy do niego, wspólnik strasznie ją pocieszał i mówił, żeby się nie martwiła, że wszystko będzie dobrze. Trochę głupio mi było się pytać, co się stało, bo znając ją przypuszcząć można, że to jakaś pierdoła, jednak zaryzykowałem. I nawet się nie zdziwiłem. Zgubił się jej błyszczyk, czyli – czego się później dowiedziałem – coś w rodzaju szminki. W takich chwilach się cieszę, że mnie takie problemy nie będą dotyczyły:)
Dwa tygodnie temu wybraliśmy się do skórzaków, a właściwie do jednego skórzaka i jego aktualnego boyfrienda. Nie wiedzieliśmy się z nim od półtora roku, jednak w sumie nic się nie zmieniło w tym okresie, dalej jest bardzo sympatyczny. Mieszkanko ma całkiem ładne, tylko trochę malutkie, najbardziej jednak zaskoczył mnie rzutnik w dużym pokoju. Oczywiście musiałem zobaczyć jak to wygląda w praniu, gdyż kilka lat temu rzutnik był moim wielkim marzeniem, którego realizację oczywiście z braku kasy przekładałem na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jak puścił film, to oczy wyszły mi na wierzch, cały czas siedziałem z otwartymi z wrażenia ustami.. po prostu cudo… Obraz 120-calowy naprawdę robi wrażenie. I nawet spodobało się to największemu przeciwnikowi takich nowinek – czyli Marcinkowi:)
No i mamy proszę państwa zimę. Zasypało nas po pas. Nie pamiętam takich opadów śniegu. Dobrze że od przyszłego tygodnia ma przyjść ocieplenie. A tak odnośnie ocieplenia, to cały czas się zastanawiam, czemu spadek średniej temperatury w ciągu ostatnich dwudziestu lat jest skutkiem globalnego ocieplenia… Tak czy siak – ja chcę wiosnę!!
Za dwa tygodnie kobieta od której kupiliśmy działkę ma nam podarować udział w drodze. Czeka mnie wizyta u mojej ulubionej pani notariusz... biedna kobieta... :D
Zaś kolejny miesiąc za nami. No i chwała Panu. Dziewuchy się pochorowały w robocie, więc musieliśmy zapierdalać w dwójkę po 10-12 godzin dziennie. I to wszystko za 1126 zeta miesięcznie brutto… a zapomniałem… za 1276 zeta, od nowego roku mamy przecież odgórną podwyżkę minimalnego wynagrodzenia. Po za tym pan prezes mnie parę razy zdenerwował, czasem mam wrażenie, że nie zna się na tym co robi. Kto go do jasnej ciasnej wybrał prezesem??
Pogoda nie dopisuje ostatnio, a jak dopisuje to z kolei Marcinek ma grypkę albo jakieś inne dziadostwo gardziołkowe. Na dodatek ma w domu remont, więc śpimy na placu budowy.
Jakieś pół roku temu walczyłem na n-k z dyrekcją mojej byłej szkoły, bo wyrzuciła na zbity pysk mojego wychowawcę. Poszło o picie alkoholu z młodzieżą. Dzieciaki wkleiły zdjęcia jak piją do netu i wybuchła afera. Była policja, prokurator, kurator i chuj jeden raczy wiedzieć kto jeszcze. No ale do czego zmierzam. W celu „walki” z dyrekcją założyłem sobie na n-k fikcyjne konto. Fikcyjne nie dlatego że bałem się pisać pod swoim nazwiskiem, ale żeby trochę rozruszać temat. Zresztą nie pisałem nic brzydkiego. Ale do czego zmierzam – następnego dnia zaprosiła mnie do znajomych pierwsza osoba. Jakie było moje zdziwienia, jak się okazało, że to kuzynka Marcinka. Nieźle się dziewucha zdziwiła, jak się dowiedziała, że znam większą część jej rodziny, oczywiście nie pisałem, że jestem chłopakiem jej kuzyna, bo i po co:) W czwartek poszliśmy razem z Marcinkiem, jego siostrą i wspomnianą kuzynką i jej synkiem na pizze. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się i w sumie jedno mnie zaskoczyło, ona dość dużo o nas wiedziała od siostry Marcina! Nie była zdziwiona, że Marcin u mnie śpi, że razem robimy obiady itp. A jej synek… hmm… fajny gejek z niego będzie jak dorośnie…
W środę czeka mnie wizyta w Sądzie. Zostałem wezwany jako świadek. Jestem strasznie ciekawy, jak wygląda rozprawa w polskim sądownictwie. Procesy znam tylko z amerykańskich filmów i te w wykonaniu Anny Marii Wesołowskiej. Pewnie się okaże, że moje wyobrażenie jest zupełnie inne.
Design by Zagubiony
kontakt
to już było
2009
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
linki:
JEDEN JEDYNY...
Gejas
WYJĄTKOWE
Dziecko Gorszego Boga
ZNAJOMI
Wyblakły
Lestat
Lostboy (reaktywacja)
Sofis
Bastiano
Lostboy
CZYTAM
Shaekspears...
Raconti
TakiSeKtoś
Damms
Jackyej
Eric & Joe
Kedur
Vontudor
SmokGrześ
Zebra
Pati
Cud miłości
Amelia
ZAGLĄDAM
Zicolandia
Davero 2
My-desiderata
Davero
Sosoman
Cosmo
Poldek
Queerboy
Sepik
Tarquin
***